27 maja 2024

EkoFabryka – stare przedmioty, nowe życie

EkoFabryka to jeden z projektów pokazujących, że Zakład Usług Komunalnych może być czymś więcej niż nazwa wskazuje. Od kilku lat ZUK w Wejherowie pokazuje, że bycie „eko” ma wiele twarzy i jedną z nich można tworzyć razem z mieszkańcami. O wyjątkowym projekcie EkoFabryki rozmawialiśmy w prezesem przedsiębiorstwa, panem Andrzejem Gorczyckim.

ZUK w Wejherowie jest miejscem, które tętni życie. To trochę dziwne określenie jak na tego typu przedsiębiorstwo.

Rzeczywiście, trochę tak. Ale prawda jest taka, że w naszej EkoFabryce nadajemy nowe życie starym rzeczom i staramy się zachęcać mieszkańców do integracji
i zaangażowania w ochronę środowiska.

Proszę więcej opowiedzieć o tym projekcie. Jakie były jego początki?

Pomysł zrodził się już w 2015 r. gdy z poprzednim prezesem zastanawialiśmy się nad dalszym rozwojem spółki. Najwięcej czasu zajęły kwestie formalne. Budowę rozpoczęliśmy dopiero w 2020 roku. Pierwotnie zakładaliśmy, że wartość projektu wyniesie 14 milionów, a finalnie było to 26 milionów.

Czym jest EkoFabryka?

Naszą wizją nowoczesnego ZUK-u. W ponad 100-letnim budynku starej fabryki przetwórstwa drewna, którą udało nam się wyremontować i przystosować do naszych potrzeb, stworzyliśmy miejsce, w którym zachęcamy mieszkańców do przywracania życia starym przedmiotom. Od początku chcieliśmy wybudować PSZOK, do którego mieszkańcy będą sami przywozić odpady i który najprościej mówiąc nie będzie odstraszał.

Udało się?

Myślę, że tak. Nasz PSZOK jest czynny w takich godzinach, żeby z dostarczaniem odpadów nie było problemu – w tygodniu jesteśmy otwarci do późnego popołudnia i w każdą sobotę. Z zasady jest on samoobsługowy i dlatego też zamontowaliśmy specjalną rampę wjazdową, zbudowaliśmy duży parking. Na terenie PSZOK znajduje się kontener z napisem: „tu zostaw przedmioty do ponownego użycia”. Trafiają do nas książki, zabawki, ceramika, meble, lampy – jednym słowem rzeczy, które są już komuś niepotrzebne. My je czyścimy, odnawiamy, naprawiamy i potem trafiają do naszej galerii. Podczas Galerii „Wejherowskie klamoty” można je kupić w bardzo przystępnej cenie.

Czy to się sprawdza? I jak dużo kosztuje ”wejherowski klamot”?

Odpowiadając na pierwsze pytanie: tak, sprawdza się. Tak naprawdę każda kolejna galeria cieszy się coraz większym zainteresowaniem o czym najlepiej świadczą liczby. Rzeczy, które można kupić najczęściej kosztują od 5 do 20 złotych. Kwoty te, przekazywane są przez kupujących na cele charytatywne dla organizacji pozarządowej lub fundacji wybranej z listy. Po okazaniu potwierdzenia przelewu (darowizny), kupujący staje się właścicielem wybranego przedmiotu. W ten sposób wszystkie środki uzyskane podczas akcji, przeznaczane są na cele charytatywne. Jeśli chodzi o wyniki to podczas pierwszej galerii uzbieraliśmy ponad 3 tys. złotych, podczas czwartej 21 tys. złotych. W sumie na cele charytatywne do tej pory trafiło ponad 45 tys. złotych. Myślę, że to naprawdę dobry wynik (uśmiech). Cała idea polega na tym, żeby pomagać sobie nawzajem. Ktoś sprząta swoje mieszkanie i pozbywa się niechcianych rzeczy, ktoś inny za kilka złotych kupuje coś, co mu się przyda – tutaj każdy wygrywa.

Ale EkoFabryka to nie tylko galeria.

Tak, to także szkolenia i edukacja. W naszym budynku mamy strefę warsztatową gdzie są stanowiska, z których mogą korzystać mieszkańcy. W każdy poniedziałek można przyjść ze swoim przedmiotem, który wymaga naprawy i można to zrobić korzystając z dostępnych u nas narzędzi. Na tych samych stanowiskach organizujemy rożnego rodzaju warsztaty uczące np. renowacji mebli czy krawiectwa. Dodatkowo prowadzimy zajęcia edukacyjne dla dzieci, młodzieży i seniorów. Przez pierwszy rok naszej działalności odbyło się ponad 60 warsztatów i odwiedziło nas ponad 1,5 tys. gości. Z każdym miesiącem zdobywamy nowe doświadczenia i mamy nowe pomysły. EkoFabryka stała się takim miejscem gdzie nasza lokalna społeczność może się integrować. Każda kolejna inicjatywa powoduje, że przychodzą nowe osoby, które chciałyby coś z nami zrobić, dzięki czemu też się rozwijamy a to sprawia, że mamy jeszcze więcej motywacji i pomysłów.

Czym jeszcze wyróżnia się wejherowski PSZOK?

W ramach projektu wybudowaliśmy stację przeładunkową do odpadów po to, żeby zoptymalizować logistykę ich wywozu. Dodatkowo PSZOK wyposażony jest w płytę do recyklingu gruzu, który kruszymy a następnie wykorzystujemy do budowy dróg. W ramach naszego projektu wybudowaliśmy również podziemne pojemniki w starszej części miasta tam gdzie jest problem z postawieniem klasycznych. Mieszkańcy mają specjalne karty, które umożliwiają im do nich dostęp.

Czy ZUK może mieć misję?

Jednym z celów naszego przedsiębiorstwa jest budowanie świadomości, że zanim wyrzucimy jakiś przedmiot, powinniśmy zastanowić się, czy komuś może jeszcze posłużyć. W ten sposób ograniczamy konsumpcjonizm, nadajemy rzeczom nowe życie, promujemy bardziej świadome i ekologiczne postawy. Edukujemy, integrujemy i to chyba jest w tym wszystkim najważniejsze.

Plany i wyzwania?

Największym wyzwaniem jest pozyskanie środków na dalszy rozwój. Mamy wiele planów na przyszłość i nowe projekty do zrealizowania. Nie chcemy ograniczać się, tylko rozrastać. W naszej branży wyzwaniem są również ciągle zmieniające się przepisy prawa, co powoduje poczucie braku stabilności. Przed nami również duże zmiany – takie jak wejście systemu kaucyjnego, który wprowadzi w rynek odpadowy sporo zamieszania. Brak sprawiedliwego systemu odbioru odpadów na terenie całego kraju jest dla nas również sporym wyzwaniem. Chcemy nadal się rozwijać
i inspirować innych do podjęcia podobnych działań.

Izabela Zieleźnik